Moje wspomnienie o straży pożarnej w Niepokalanowie. Był rok 1971, miesiąc maj, godzina 16:00 kiedy zapukałem do furty klasztornej w Niepokalanowie. Okienko otworzył miły szczupły zakonnik i powiedział do mnie: „czy wstępujesz do naszego zakonu?”, odpowiedziałem: „tak” i pokazałem mu dokumenty ze zgodą na moje przyjęcie do zakonu, napisaną przez ojca prowincjała. „Proszę poczekać, zadzwonię do ojca magistra”. O magister, szczupły, wysoki, który opiekował się postulatami, przyszedł po mnie za pół godziny, więc musiałem się pożegnać ze szwagrem Piotrkiem który razem ze mną przyjechał. Szwagier odjechał a ja z ojcem magistrem Leoncjuszem, bo takie miał imię zakonne, poszedłem do domu gdzie mieszkali postulanci. Po rozmowie poszliśmy zwiedzać klasztor, nie będę opisywał szczegółowo, ale tak z grubsza zobaczyłem kaplicę klasztorną nad kuchnią - tam też mieścił się postulat braci, Misterium Męki Pańskiej, Panoramę Tysiąclecia, kaplicę św. Maksymiliana i jego celę, no i na końcu remizę straży pożarnej. Byłem tym wszystkim bardzo zachwycony ponieważ klasztor w Niepokalanowie był samowystarczalny, posiadał piekarnię, bracia wyrabiali medaliki, czy też własne wędliny. To wszystko było dla mnie - młodego człowieka - bo miałem wtedy tylko 17 lat. I tak powoli zacząłem wchodzić w rytm klasztoru.
Było nas wtedy około 30 postulatów. Było dużo cichej modlitwy w spokoju i ciszy, czułem się naprawdę człowiekiem szczęśliwym. Pokochałem Niepokalanów, pokochałem moich bliskich współbraci a najwięcej kochałem i kocham nadal Boga, Matkę Niepokalaną i św. Maksymiliana założyciela klasztoru. Wielkiego klasztoru który jest słynny na cały świat. Po miesiącu pobytu w klasztorze powoli też zacząłem pełnić swoje obowiązki, pracowałem w wielu działach, między innymi w dziale mechanicznym, w kuchni, trochę też w drukarni która była małą poligrafią u brata Ignacego. Pomagałem mu przy tym, a była to jedna drukarnia która mieściła się w piwnicy domu rekolekcyjnego pierwszego.
Po pewnym czasie spotkała mnie niespodzianka, mianowicie spotkał mnie brat Cherubin i jak się później okazało był znakomitym strażakiem. Każdy postulant mógł być zapisany do straży w Niepokalanowie. Także ja zostałem zapisany i tak się zaczęła moja przygoda w służbie Bogu i ludziom. Mieliśmy specjalne lekcje prowadzone przez brata Cherubina a potem szkolenie. Poznawaliśmy po kolei sprzęt pożarniczy, sikawki, motopompy, no i samochód którym był na tamte czasy Star 21. Był wyposażony w bak na wodę, w bosaki i węże, razem z prądnicą, no i pomieszczenie dla braci strażaków. W tamtym czasie było nas sporo, mogliśmy jeździć do pożaru nawet na dwie zmiany, a było nas około 30 braci. Ubiór strażacki był skromny, składał się z habitu (trochę krótszego) i z czarnego zwykłego fartucha który był przepasany pasem z toporkiem, na głowie był metalowy błyszczący hełm, na nogach dobre obuwie letnie i zimowe.Pamiętam też, choć nie wiem w którym to roku było, chyba bodajże 1979 kiedy to z rana spadł rzęsisty deszcz, po prostu ulewa. Przyszedł właśnie do furty nasz sąsiad z pobliskiej restauracji „Jubilatki” i prosił żebyśmy go ratowali bo ich zalewa woda. Wypompowaliśmy wodę z piwnicy. Mieliśmy w tamtym czasie dużą motopompę, tak zwaną „Angielkę”, nie wiem czy jest dalej. Tą motopompą wypompowaliśmy wodę z piwnicy, zajęło nam to dużo czasu bo aż do wieczora. Po pracy dostaliśmy obfitą kolację w restauracji, Właściciel był nam bardzo za to wdzięczny. Było nas tam trzech, brat Wiesław Ja i brat Lucjan. Dla mnie była to służba Bogu i ludziom, po to jesteśmy żeby nieść pomoc, w każdym przypadku ludzkiego nieszczęścia i modlić się za nich. To bardzo ważny mój obowiązek, jak każdego z nas, na pierwszym miejscu służba Bogu i naszym bliźnim.
Jeżeli chodzi o moją służbę w straży niepokalanowskiej to najpierw otrzymałem odznakę „wzorowy strażak”, potem stopniowo „wysługa 5 lat”, następnie 10 lat, 15 lat i po 15 latach służby w straży zakończyłem swoją służbę. Było to w latach 80., ze względu na zmianę obowiązków klasztornych, nie miałem żadnych możliwości pogodzenia tych obowiązków bo zostałem przeniesiony na nocny dyżur na furcie klasztornej a przecież po takim dyżurze trzeba trochę odpocząć. Po blisko 40 latach służby w straży nadal jestem członkiem ale już nieaktywnym z powodu choroby nóg ale honorowym, wspierającym moich współbraci strażaków. Zawsze co roku jestem zapraszany na zebrania walne straży OSP Niepokalanów i mam głos czynny. To co mi zostało w pamięci starałem się w miarę spisać i ocalić od zapomnienia zostawiając te wspomnienia tym którzy będą pracować w straży dla Boga i bliźniego. Cieszę się na widok nowoczesnego samochodu i sprzętu pożarniczego, jest to kontynuacja i dalszy ciąg tego, co myśmy, czyli moja grupa braci, przez blisko 40 lat robili.
Jestem dumny z naszej straży a przede wszystkim z moich współbraci druhów. Dziękuję wam że jesteście, że nasza straż odnosi sukcesy. Gwardia naszych strażaków, także tych już nieżyjących to: br. Cherubin, br. Wiesław, br. Lucjan, br. Jarosław, br. Samuel, br. Stanisław Jędrzejczak - wieloletni naczelnik i wielu, wielu innych.
Niech te moje wspomnienia o naszej straży pożarnej będą moją wdzięcznością i modlitwą za wszystkich druhów żyjących i nieżyjących, nie liczyłem ile my wyjeżdżaliśmy do pożarów ale na pewno było tych wyjazdów bardzo dużo. To tyle ile pamiętam z tamtych lat 70. i 80.
Szczęść wam Boże kochani bracia strażacy! Wspieram was codziennie cicho modlitwą aby dobry Bóg dopomagał wam w walce z pożarami i żywiołami. Z Bogiem i z szacunkiem - brat Jan Panasewicz.
